Wiele miast (374)
Grozi nam fala plajt firm budowlanych

Jakie będą najbliższe lata dla branży budowlanej? Dariusz Blocher, prezes Budimex SA, największej polskiej  spółki budowlanej przewiduje, że powinny być dobre, choć pilnej zmiany wymaga otoczenie prawne. - Nadal w Polsce rządzi dyktat najniższej ceny - tłumaczy w rozmowie z portalem Money.pl.

Reklama
- Dzięki środkom unijnym rynek na pewno urośnie, ale ważne jest to, na jakich warunkach będą zawierane kontrakty. W 2016 roku one się skumulują, bo wtedy większość inwestycji będzie wykonywana. To grozi wzrostem cen materiałów i robocizny. A w składanych ofertach, które widziałam nie ma rezerw na nieprzewidziane okoliczności - ostrzega Dariusz Blocher. - Kontrakty nie przewidują waloryzacji, dlatego możemy mieć powtórkę z rozrywki, jaką mieliśmy w poprzedniej perspektywie unijnej. Może nie tak dramatyczną, jak podczas kryzysu, bo wiele firm się sparzyło i na pewno wnioski zostały wyciągnięte. Są jednak nowi gracze, którzy nie mają tego doświadczenia. Podsumowując, będzie napływ nowych inwestycji, spowoduje to wzrost zatrudnienia, ale uwaga na rentowność, bo może się powtórzyć to, z czym zmagaliśmy się w ostatnich pięciu latach.

Blocher podkreśla, że większość podmiotów, jak GDDKiA czy miasta i powiaty wciąż jako podstawowe kryterium w przetargach biorą najniższą cenę.

- Nowelizacja ustawy Prawo Zamówień Publicznych jest kosmetyczna i przepisy po zmianach będą tak naprawdę martwe. Selekcja powinna być dokonywana pod kątem doświadczenia w realizacji podobnych zamówień, wiedzy, posiadanej kadry i potencjału firmy odpowiedniego do zakresu zasobów oraz zakresu ubezpieczeń, którymi dysponuje wykonawca - mówi w Money.pl prezes Budimeksu. - Wtedy kryterium najniższej ceny przestałoby rządzić. No i w tym miejscu apeluję do firm, by bardziej koncentrowały się nad oceną ryzyk, bo wkrótce wszystko będzie drożało, będziemy musieli zwiększyć pensje pracownikom, więcej zapłacimy za paliwo i energię. To wszystko trzeba przewidywać w cenach, byśmy za kilka lat nie mieli w Polsce plagi bankructw i rozgrzebanych budów.

Szef Budimeksu tłumaczy, że wiele firm w Polsce wpadło w kłopoty, dlatego że nie miało mechanizmów przewidywania, jakim wynikiem skończy się kontrakt. Zachwycali się tym, że w danym momencie oferta wygląda atrakcyjnie, tymczasem na koniec okazywało się, że kontrakt finiszuje ze stratą. Jest też sceptyczny, jeśli chodzi o potencjał rozwoju całej branży budowlanej do 2020 roku, dzięki napływowi gotówki z nowej perspektywy UE.

- Myślę, że po 2020 roku Polska już nie dostanie tak dużych pieniędzy na inwestycje infrastrukturalne. Wtedy wszystko będzie zależało od budżetu państwowego i samorządowego. Moim zdaniem pieniędzy na inwestycje zabraknie i czeka nas zastój - przewiduje Blocher. - Polskie firmy budowlane będą musiały uciekać za granicę i tam walczyć o kontrakty, albo poszukać innego źródła przychodu np. w usługach.

Dariusz Blocher przekonuje w Money.pl, że w Polsce jest jeszcze sporo do zrobienia i że nadal powinniśmy inwestować w drogi, bo samochodów przybywa, a dróg i ulic brakuje.

- W Polsce jest około 280 tysięcy kilometrów dróg, z czego GDDKiA ma około 20 tysięcy. Wiele jest w fatalnym stanie - tłumaczy prezes Budimeksu. - To nie są oczywiście projekty miliardowe, ale trzeba je wykonać. Inwestycji nie zabraknie, ale zabraknie pieniędzy i będzie je ciężko zdobyć.

Autorka: Katarzyna Kalus, Money.pl
stat4u PortalPOLSKA.pl